środa, 22 marca 2017

Polak - Słowak, dwa Bratanki



Ostatni weekend spędziliśmy z mężem na Słowacji.
Zaplanowałam ten wypad wcześniej, jednak na pogodę nie miałam wpływu, niestety.
To była moja pierwsza sesja w deszczu.
Jadąc samochodem wyczekiwałam choćby jednego suchego miejsca. Lało i lało a ja traciłam nadzieję. Gdy widoki zaczęły się robić coraz ładniejsze i już przestałam dostrzegać deszcz. Tatry w oddali, lasy i jezioro nawet w deszczu były piękne. W pewnym momencie przy drodze zobaczyliśmy dwa okazałe drewniane domki.  Przed nimi duży podjazd, więc pomyślałam, że to jakaś knajpka. Domki stały nad jeziorem; świetne miejsce na sesję ! Przed jednym z nich bawiły się dzieci.  Wysłałam męża, który  biegle mówi po czesku i słowacku, żeby zapytał, czy to restauracja, jak przypuszczaliśmy, czy domy prywatne. Za chwilę z domku wyszedł właściciel, młody wesoły chłopak. To były prywatne dacze. Skoro już się zatrzymaliśmy, to mówię do męża: " Zapytaj, czy możemy zrobić zdjęcia ? " Jak się zapewne domyślacie, dostaliśmy zgodę. Po chwili chłopak wyszedł i zaproponował nam "jednego". Mąż robił mi fotki i zaliczał "drugiego" i "trzeciego". Robiło się coraz weselej. Robiliśmy sobie razem zdjęcia, po czym  zostaliśmy zaproszeni do domu. Docelowo wybieraliśmy się na baseny termalne i już myślałam, że tam nie dojedziemy. Impreza, pomimo, że dopiero minęło południe, się rozkręcała. Pomimo, że byłam  "szoferem" i nie jadłam słodyczy, nie siedziałam bez niczego, bo gospodarze znaleźli sery, owoce i napoje bez alkoholu. 
Choć było bardzo miło i zniknęła bariera językowa, w końcu udało nam się wyjść i  wyjechać dalej. Musieliśmy jednak obiecać, że przyjedziemy do nich latem; zapraszali na pływanie po jeziorze i pyszne jedzonko. Ostatecznie dojechaliśmy na baseny. Pogoda pozostała bez zmian, a nawet rozpadało się jeszcze bardziej i tak się później zastanawialiśmy, czy nie lepiej było pozostać w tym ciepłym i suchym domu.  Nie, żartuję; na basenach termalnych jest świetnie nawet jak pada. Ciepła woda i objęcia kochanego faceta są lepsze od każdej imprezy.

Stylizacja

Sporo było u mnie czerni ostatnio. Po tych szaleństwach czerwono - szarościowych, dobrze czułam się w czarnych total lookach.  Już myślałam, że w tych czerniach doczekam spokojnie do wiosny. Jednak, gdy zobaczyłam tę kurtkę, to nie dopuszczałam żadnych racjonalnych tłumaczeń; że to koniec zimy, że może już jutro będzie ciepło, że miałam nie kupować już nic zimowego. Spodobała mi się i już.  Kupiłam. Mea culpa.
Bardzo spodobał mi się jej kaptur. Nawet nie podejrzewałam, że przyda mi się tak szybko. Chociaż bardziej podoba mi się jako szalowy kołnierz. Reszta, klasycznie, czarna.  Trochę wzoru i  hit sezonu, czyli hafty w torebce od Lidii Kality.
Na uwagę zasługują botki. Kupione na mega przecenie, z 139,90 na 24,90. Kupiłam bez przekonania, a ostatnio chodzę tylko w nich; to najwygodniejsze  botki, jakie miałam. Nie do wiary, że botki z sieciówki mogą być tak dobrze wyprofilowane.























SPODNIE - F&F / BOTKI - NEW YORKER / KURTKA - STRADIVARIUS / TOREBKA - LIDIA KALITA / FOTO - SENIOR

niedziela, 12 marca 2017

Black is Black




Czarny to jeden z dwóch moich ulubionych kolorów. 
Nie ma dnia, żebym nie miała na sobie czegoś czarnego.  Noszę go bez względu na porę dnia czy roku. 
Czarny, to kolor kontrowersyjny. Ma swoich zwolenników ale i zagorzałych przeciwników. 
W kulturze amerykańskiej i europejskiej kojarzony jest ze śmiercią. Natomiast u Indian ma pozytywne znaczenie, bo kojarzy się z życiem.
Większość, jeśli nie wszyscy z nas założy na siebie coś czarnego udając się na pogrzeb. Czerń to także elegancja;  zakładamy ją do opery, teatru, czy na ważne uroczyste spotkanie. Wykreowana przez Coco Chanel, a rozsławiona przez  Audrey Hepburn sukienka, jest oczywiście czarna.  Little black dress, to przyjaciółka każdej kobiety. To klasyka sama w sobie. Każdego roku pojawia się na wybiegach, przyjęciach, uroczystościach i nigdy nie wyjdzie z mody.
Czarny to najciemniejsza z barw. Niektórzy uważają, że to nie jest kolor.  Teoretycznie nie jest kolorem, tylko brakiem światła widzialnego. Najczarniejszą rzeczą na świecie jest ... sadza.

Stylizacja 

Moja szafa to w 75 procentach ciuchy czarne. Nie jest więc dziwne, że często pokazuję total black look.  Rzadko kiedy jest to odzwierciedlenie mojego nastroju. Nie jest to też wygoda, czy lenistwo w dobieraniu kolorów. To moje uwielbienie.
Czarne krótkie i krótkowłose futerko mam już kolejny sezon. To idealne okrycie wierzchnie do samochodu.  Nie krępuje ruchów a jednocześnie, gdy wyjdę na zimno, to grzeje.
A'la skórzane spodnie noszę jesienią i zimą bardzo często. Tej zimy przymierzyłam do nich białe adidasy i spodobało mi się. Nawet latem nie nosiłam tych adidasów tak często, jak tej zimy.
Na co dzień noszę jakiegoś shoppera a na dzień tzw. wolny, moją ukochaną listonoszkę od Michael Kors. To model wykonany z delikatniejszej skórki i staram się nie nosić jej na co dzień, żeby się nie zniszczyła. Do codziennego noszenia bardziej odpowiednia i dużo bardziej odporna na otarcia, czy zarysowania jest skóra saffiano. Osobiście wolę skórę licowa, bo jest delikatniejsza i długo po zakupie pięknie pachnie skórą.

















KURTKA - TERRANOWA / SPODNIE - CAMAIEU / ADIDAS SUPERSTAR - ADIDAS / TOREBKA - MICHAEL KORS / FOTO - JUNIOR

poniedziałek, 6 marca 2017

Twój normalny dzień, zawsze Black and White


No to poszalałam z kolorami. Rozruszałam Was trochę.
Dla wszystkich, którzy myśleli, że otwarłam się na inne kolory mam złą wiadomość; 
b&w to mój styl, moje życie, mój stan umysłu.

"Twój normalny dzień, zawsze black and white "
"Ziemia twa ma inny kształt, kostki wziętej z gry ... "



Kocham to zestawienie kolorystyczne.  Ostatnio zauważyłam, że najchętniej cały dom urządziłabym w tych kolorach.  Do tej pory wystarczały mi tylko ubrania. Teraz "trzęsę " się na wszelkie dodatki, meble, koce, kubki, serwetki, talerze, zeszyty, długopisy ... 



Stylizacja

To co kocham najbardziej; futrzak, b&w i wzory, w tym przypadku duże grochy.
Futro pokazywałam już w różnych odsłonach, dzisiaj z sukienką. Uwielbiam tego futrzaka mimo, iż dodaje mi sporo objętości. 
Sukienka to jedna z nielicznych, które sobie zostawiłam z czasów, kiedy kupowałam w Mohito wszystkie, jakie były w moich kolorach.  Ta ma wielkie grochy, takie, jak ostatnio można było zobaczyć w niedawnej kolekcji Lidia Kalita.
Pazura dodałam w postaci zebry na malutkiej torebce od Karl Lagerfeld
No i kozaki za kolano, które noszę też przed kolano. 
Tak ubrana czuje się najlepiej. Czerwień szminki w zupełności wystarczy.




















FUTRO - TK MAX / KOZAKI - STRADIVARIUS / SUKIENKA - MOHITO / TOREBKA - KARL LAGERFELD / FOTO - JUNIOR
SZABLON BY: PANNA VEJJS.